środa, 4 lutego 2015

"Nie mam głowy"

Może nie dosłownie.
Nie mam dziś głowy do niczego. I tak od ponad miesiąca. Bo z zasady jak się coś polepszy, to się popieprzy, choć niby jestem optymistką. Nie, no kurde, jestem!

Od paru tygodni wertuję oferty mieszkań. Jeśli mózg mógłby nas boleć, mój byłby już czerwony i opuchnięty.
Jak nie miałam fotografa, ani kogokolwiek, kto ma czas, chęć i podstawowe informacje o obsłudze lustrzanki, tak nie mam do dziś. Lampy do serwisu też nie zaniosłam, bo kredyt, bo jak tu wziąć najlepiej. Bo blok, czy kamienica? Ale musi być parter, bo mój psiudeł ledwo pokonuje tych kilka schodków. Są więc fajne mieszkania, na trzecim piętrze bez windy. No albo te na parterze, bez jakiegokolwiek ogrzewania. Albo też przyzwoite parterowe z własnym ogródkiem, za 4500zl za metr... Drugi raz nie dam się w to wpuścić. Inwestycja pod tytułem Julianów wystarczy mi za życiową lekcję. Syndyk wyprzedaje upadłe lofty u Scheiblera, ale po co mi 150 metrów na 3 poziomach, do tego z oknami na północ. Ciemność, widzę ciemność...
Do tego wymyśliłam sobie centrum z musowym sąsiedztwem parku. Gdzieś musimy chodzić postawić tę kupę na chodniku :) (Tak, sprzątam. Tak, on zawsze celuje w chodnik...)

Jako, ze mózg nie potrafi, boli mnie zatem głowa, która notabene jest żółta, bo fryzjerowi nie wyszło...
Ostatnio spóźniłam się o kilka godzin i ktoś zwinął mi sprzed nosa idealne mieszkanie. (Po tym  głowa bolała mnie jeszcze bardziej niż zwykle.)

Kiedy Maks nie jest chory, to zajmuje się umieraniem. W inne dni po prostu bolą go stawy. W jeszcze inne kibluję nockę, bo pies w klinice na obserwacji, a na dyżurze jeden lekarz. Czy żałuję decyzji? Ani trochę. On mnie kocha każdym swoim włoskiem :) Ot, po prostu doba mi się kurczy, a czasem wręcz cały tydzień.
Jeśli zatem akurat nie boli mnie głowa od ciągłego szukania mieszkań, ani rachunków u weterynarza lub nie boli mnie po prostu z czystej chęci wpełznięcia pod łózko i schowania się na chwilę przed światem, to zapewne boli z powodu koordynowania wielotygodniowego bazarku-zbiórki na inne psy, w tym Bezogosia, którego kiedyś pokazywałam, a który to chłopak jest moim podopiecznym.
Kto wygrał licytację, kto wpłacił, kto przesłał potwierdzenie, komu co na jaki adres, a ile będzie kosztować wysyłka. Tak, pod łóżkiem musi być cicho, spokojnie i całkiem wygodnie...

Wiecie, co mnie ratuje? (Poza zgaszonym światłem przy migrenie?) Zarwanie nocy z oczkami wpatrzonymi w ruchome obrazki w pudełku. Mam 3 kanały HBO i HBO OD (VOD, filmy na życzenie) i chyba tylko to mnie teraz trzyma przy zdrowych zmysłach.
Po prostu co za dużo, to niezdrowo.
Byle do wiosny! (przeprowadzki, kupna mieszkania, psa, który w końcu przestanie chorować etc.)
Mało Slow Life'owy ten dzisiejszy post...





PAULINA